
Jak sobie radzę z nerwicą?
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. W oficjalnej wersji zmagam się z nią od prawie dwóch lat. W nieoficjalnej może i dłużej. Wcześniej jednak ona była tłumiona nałogami (odstresowaniem) takimi jak masturbacja, alkohol, narkotyki czy papierosy. Miał więc wtedy ten stres ujście. Po nawróceniu rzuciłem wszystko i nagle mój organizm przestał sobie radzić ze stresem. Zaznaczam nie piszę tutaj jako ekspert, bardziej dzielę się obserwacją co mi pomaga w zwalczaniu objawów takich jak częste chodzenie do WC czy tzw. zawroty głowy. Zaczynam zmieniać myślenie na takie, że gdy pojawia się zawrót głowy to od razu kontruje w myślach, że to słabe jest i zaraz przejdzie. Wypowiedziałem otwartą wojnę tym objawom i lękom. Przestaję powoli się przejmować tym co powiedzą lub pomyślą inni. Wiem, że przy nerwicy nie ma co się bać objawów i nakręcać tym, że zaraz się umrze na różne choroby. Nerwica to tylko strach od tego się nie umiera. Pomogło mi to, gdy koleżanka uświadomiła mi, że z zewnątrz wyglądam na pewnego siebie chłopaka. Znak, że to tylko w mojej głowie. W tym tygodniu po dłuższej przerwie 4 razy byłem na siłowni. Jechałem zatłoczonymi tramwajami. Zaczynam robić rzeczy, których się bałem właśnie na przekór tej chorobie. Myślę, że przez te prawie dwa lata się przyzwyczaiłem do tej choroby na tyle, że była w pewnym sensie dla mnie wygodna. Miałem wymówkę, że nie zrobię czegoś bo mam nerwicę, jak coś się nie udało to dlatego, że mam nerwicę. Te prawie 2 lata spowodowały, że mam dość tych lęków, pragnę wracać do normalności. Nie jest łatwo myśleć pozytywnie, gdy ma się jakiś atak. Mimo wszystko od razu kontruję to tym, że to tylko strach, który ma wielkie oczy i zazwyczaj odchodzi. Wszystko udaje się bez leków, za to z pomocą Pana Boga. Niemalże codzienną Eucharystią. Ta walka jeszcze trochę potrwa zanim mój mózg przyzwyczai się do nowych standardów takich jak tramwaj nie jest zły, słońce nie jest złe, miasto nie jest złe. Jednak cieszę się każdym małym krokiem. Tydzień temu pierwszy raz i to od razu 2 razy jechałem zatłoczonym tramwajem i to na prawie koniec miasta. Taka radość mnie ogarnęła z tego małego kroku. Z wc też powoli zaczynam zmieniać myślenie, że jak muszę iść do wc to trudno. Muszę i tyle, tak działa mój organizm, nawet jeśli to jest czasem co godzinę. Dzisiaj byłem na mszy i godzinnym nabożeństwie, myślałem, że nie dam rady. Wytrzymałem bez WC ponad 4h. Jeśli się zmagasz z nerwicą zacznij karmić się każdą pozytywną myślą. Dziękuj Bogu za wszystko. Zachwyć się nawet pięknym słońcem czy małą biedronką. Dziękuj, za przełamanie każdego małego kroku. Ja już się nie mogę doczekać, gdy znowu wsiądę do tramwaju. Z Panem Bogiem.
super,pamietam jak szatan mówił ci że wszystkich was wykończy nerwicą,no to trafiłeś w dziesiątke na niego najlepszym lekarstwem jest BÓG ,wiec teraz to już tylko działanie na Jego chwałe
Cieszę się, że znalazłeś motywację. Ja też kolejny raz próbuję zmierzyć się z nerwicą. Próbuję coś zmienić, a najważniejsze – żyć. Czasem trudno znieść te lęki, są tak żywe. Ale też przekonuje siebie, że nie są prawdziwe. Czasem to trudne, silniejsze, ale zrozumiałam, że nie można się poddawać. Tak na prawdę nic nam nie grozi. A z Bogiem tym bardziej jesteśmy bezpieczni. Życzę Ci zwycięstwa. Wierzę, że z czasem będziesz wolny od lęków i nerwicy. Tego Ci życzę. Niech Ci Bóg błogosławi w Twej drodze i prowadzi do pełni życia w Nim. Przy okazji dzięki za tego bloga. Twoje wpisy mi pomagają. Dzięki 🙂
Dziękuję za motywację do dalszego pisania. Tobie również życzę błogosławieństwa. Walka jest ciężka i długa, ale realne jest zwycięstwo. Z Panem Bogiem.